View Comments
Prochem nie jestem i nie będę.
Prochy bowiem wyrażają zniszczenie ludzkiego ciała oraz zaciemniają i nie oddają idei »snu« w oczekiwaniu zmartwychwstania. Ponadto to właśnie ciału, a nie prochom, oddaje się cześć w czasie liturgii, ponieważ od chwili chrztu świętego stało się ono świątynią uświęconą przez Ducha Świętego” – czytamy w „Dodatku do »Obrzędów pogrzebu«”. Czyżby?

Ciało, dusza i duch

Ciałem jesteśmy, choć nie tylko, póki żyjemy. Po skonaniu nie ma już ciała, jest trup, są zwłoki, to, co było ciałem, ale przestało nim być. Świadomie lub nie bronimy się przed tym faktem, próbując np. utrzymywać zwłoki w takim stanie, by zmarły wyglądał jak żywy (tzw. kosmetyka funeralna). Być może pozwala to na spokojniejsze wejście w nową rzeczywistość, spowodowaną przez śmierć, gdyż najbardziej boli brak tego, kto był naszym szczęściem.

Dla ateisty ten brak ma charakter ostateczny, choć łagodzony przez pamięć, wspomnienia, wdzięczność. Dla człowieka religijnego powstaje trudność: zmarły przecież żyje, nawet jeśli to życie zawężone, bo dotyczące tylko duszy. Ból rodzi się z niemożności kontaktowania się – widzenia, rozmawiania – z tym, który przeżył śmierć. Nie możemy się do niego przytulić, ucałować, współżyć. Wszystkie dotychczasowe sposoby przebywania ze sobą zostały przerwane. A przecież „miłość między mężczyzną i kobietą, w której ciało i dusza uczestniczą w sposób nierozerwalny i w której przed istotą ludzką otwiera się obietnica szczęścia, pozornie nie do odparcia, wyłania się jako wzór miłości w całym tego słowa znaczeniu, w porównaniu z którym na pierwszy rzut oka każdy inny rodzaj miłości blednieje – mówi Benedykt XVI. Jeśli tak, to nic dziwnego, że wizja człowieka złożonego z nieśmiertelnej duszy i śmiertelnego ciała już nie wystarcza. Zwracamy się ku Biblii, gdzie ciało, duszę i ducha rozumie się jako całość, której nawet śmierć nie rozerwie.

Ciało, dusza i duch nie są częściami składowymi człowieka; uwypuklają tylko aspekty życia i losu. Dusza znaczy tyle, co życie, jak też tyle samo, co człowiek (do niedawna w parafiach mówiło się o „liczbie dusz”). Ratować duszę to ocalić człowieka, stracić duszę to umrzeć. A gdzie mowa o wylaniu duszy, nawiązuje się do krwi, która jest nośnikiem duszy, czyli życia, a nawet z krwią się utożsamia.

Ale i tak ważne jest coś innego: jak Bóg widzi człowieka, kim dla Niego jesteśmy. Odpowiedzią jest Jezus Chrystus, wierząc, że Jego słowa i czyny są słowem i czynem Boga. Syn Boży do umierającego razem z nim człowieka, mówi: „Zapewniam Cię: dzisiaj ze Mną będziesz w raju”. Będziesz ze mną w raju, czyli będziesz nadal żył – usłyszał człowiek w chwili, która miała być jego ostatnią. Pozwólmy zatem Wszechmogącemu, do którego i życie, i śmierć należą, być wszechmocnym.

Ad memoriam Kinga Nieścior
źródło: Tygodnik Powszechny