Ognisty duet
Wycieczka po USA trwa na dobre. Znowu chcę Wam przedstawić ciekawy zespół, który poznałem dzięki you tubowej serii Jam in the Van. Tym razem jest to duet, który swoim brzmieniem elektryzuje. A jako, że poruszamy się dookoła folku, to i ten zespół powinien nam spasować. Mimo, że nie jest to stricte folk. Przed Wami Little Hurricane.
Zespół powstał w 2010 roku w San Diego, a w skład weszli perkusistka Celeste Spina oraz gitarzysta i wokalista Anthony Catalano. Grupa nie ma za sobą niesamowitych historii, a okres ich działania jest dość krótki, więc i nie ma o czym tu za bardzo pisać. W 2009 roku Celeste rzuciła pracę kucharki i barmanki oraz pierwszy raz po ośmiu latach wróciła za zestaw perkusyjny. Natychmiast wrzuciła do sieci ogłoszenie o poszukiwaniu muzyków. Na ogłoszenie zwrócił uwagę inżynier studyjny i gitarzysta Anthony. Szybko zobaczył jej wyjątkowość i zaprosił do wspólnego grania. Zaczęli razem grać bluesa. Duet szybko został zauważony na muzycznej scenie San Diego i tam zrobiło się o nich głośno. Sam początek ich muzycznej przygody to blues bardzo podstawowy, Anthony grał na gitarze slide, a Celeste grywała proste rytmy na bębnach. Nie trwało to jednak zbyt długo i znudzeni powtarzalną formuła zaczęli urozmaicać swój repertuar. Gitary stały się wyraźniejsze i zyskały nowocześniejsze brzmienie a rytmy perkusyjne stały się bardziej połamane. Niecały rok zajęło zespołowi poszukiwanie własnego brzmienia. W roku 2011 pojawił się ich debiutancki album. „Homewrecker” narobił sporo zamieszania i nagle zespół stał się bardzo popularny nie tylko w rodzimym San Diego. Dzięki temu grupa wystąpiła na dwóch dużych festiwalach: Lollapalooza oraz South by Southwest. Na następną płytę nie trzeba było czekać długo bo już w 2013 roku nagrali „Stay Classy”, płytę z coverami klasycznych utworów folkowych orz bluesowych, a następny rok przyniósł zupełnie nowe wydawnictwo autorskie „Gold Fever”.
Jak zaznaczyłem wcześniej, historia zespołu jest prosta i krótka więc nie ma co się rozwodzić. Natomiast pisanie o zespole bez słowa o muzyce jaką tworzą mija się z celem. A Little Hurricane tworzą bardzo ciekawe rzeczy. Niby podobne duety już kiedyś były (chociażby White Stripes) ale jednak w ich muzyce można poczuć to „coś” co sprawia, że właśnie ich chcemy posłuchać jeszcze raz. Mamy tu więc nieco nawiązań do amerykańskiego folku, mamy troszkę nowoczesnych pomysłów z muzyki alternatywnej. Dzięki połamanym rytmom perkusji możemy zawędrować nawet na jazzowe pola. Przede wszystkim jednak jest to blues, brudny, energiczny, wciągający blues. Gitara Anthonego brzmi jak mieszanka Hendrixa, Dylana i Jacka White'a. Siedząca za zestawem bębnów Celest dumnie dotrzymuje kroku gitarzyście i jest równie dobra technicznie. Potężne brzmienie bębnów i momentami bardzo połamana rytmika wkręcają się w głowę. Miałem przyjemność przesłuchać tylko dwie płyty zespołu, debiut i ostatni album. Coverów nie słyszałem. Sądzę, że na pewno jest to świetna płyta. Tak jak dwie inne. Już debiut miał poziom tak wysoki, że kolejna płyta mogła go nie przeskoczyć. A jednak udało się podnieść jeszcze wyżej. Na debiucie słychać jeszcze, że o ile brzmienie zespołu i kompozycje są dopracowane o tyle brzmienie samej płyty jeszcze nie do końca. Przy ostatnim albumie ten zarzut znika na dobre. To jest jedyna różnica między albumami. Oba są równie świetne. Bluesowe pulsowanie, rockowa energia i folkowy klimat. Mamy więc mnóstwo czadowych kawałków. Nie brak jednak momentów spokojnych, kojących nerwy. Mimo, że jest to duet kompozycjom nie można zarzucić kopiowania. Gitara nie nudzi, ponieważ ma tu tak szerokie spektrum brzmienia, że myślę iż efekty, techniki i pomysły na zagrywki wykorzystano tu do wyczerpania. Jest i skrzeczący przester, slide guitar, miękki crunch oraz czyste brzmienie. Perkusja też trzyma poziom poniżej którego nie schodzi an obu płytach.
Genialna muzyka stworzona przez utalentowany duet. Niestety niezbyt popularna w Polsce.
Maciej Juraszek