- Szczegóły
- Opublikowano: 08 marzec 2011
Nigdy nie mów Kobziarz na Dudziarza.Będąc na prelekcji Pana Jana Brodki o instrumentach muzycznych na Żywiecczyźnie (Pan Jan Brodka - wielki znawca muzyki Żywiecczyzny pochodzi rodem z Cięciny i bywa tu czasami) zderzyłem się w dyskusjach z całkowitym brakiem wiedzy na temat instrumentów pasterskich naszego regionu. Później się okazało, że niby wszyscy wiedzą dużo, a w rezultacie wielu posiada wiedzę przekłamaną, zmieszaną regionalnie np. Podhalańską i beskidzką. Ale również ta wiedza jest niedorzeczna jak w przypadku kobzy. Wprawdzie wykład był o muzyce, skalach, tonacjach ale ja napisze o podstawach - tych najprostszych pojęciach.
Prawdziwych instrumentów góralskich, które występowały na żywiecczyźnie jest tylko kilka rodzajów. A wiele góralskich instrumentów nie występowało tu wcale. Np. nie było na żywiecczyźnie słynnych podhalańskich małych basów. U nas zawsze były wielkie basy. Ale zacznijmy od najważniejszego:
1. Dudy - nigdy nie były nazywane kobzą. (Kobza jest to instrument strunowy który bywał w Polsce używany a przywędrował do nas z Bukowiny ale nie Tatrzańskiej, tylko z Bukowiny na pograniczu Ukrainy i Rumunii). Każde użycie słowa kobza w innym kontekście niż instrument strunowy jest wielkim błędem i świadczy o braku wiedzy o folklorze. Dlaczego doszło do takiego pomieszania nazw?
Bo dudy podhalańskie nazywane są kozą lub kozłem. Podobnie nazywają je w Wielkopolsce i w innych regionach kraju, gdyż worek powietrzny jest wykonany z koziej skóry. W Wielkopolsce jest słynny instrument-dudy, które nazywane są kozłem weselnym. Worek powietrzny w tych dudach jest z idealnie białej koziej skóry, włosiem wywiniętym na zewnątrz. Ludzi grających na kozie lub koźle nazywano koźlarzami, a stąd od prawidłowej nazwy koźlarz do błędnej nazwy kobziarz bardzo blisko. W początkach okresu Młodej Polski, a nawet wcześniej pisarze sławili regiony góralszczyzny. Tylko pomylili dudy-kozy z kobzą, a dudziarzy-koźlarzy którzy grali na tych dudach z kobziarzami i tak zostało do dziś. Wbijcie z ciekawości w Internecie słowo kobziarze w grafice Google, to wszystkie te podpisy są błędne. I my górale też popełniamy ten błąd nazywając dudziarzy, kobziarzami a dudy kobzą.
Największy w Polsce festiwal gry na dudach odbywa się w Zbąszynie w Wielkopolsce. Od 30-35 lat jest tam, tak zwana Biesiada Koźlarska i można usłyszeć dudy z całego świata i utwory na tych dudach wykonywane przez najlepszych dudziarzy przez miejscowych nazywanych koźlarzami.
Ciekawostką jest, że próbuje się upowszechnić w telewizji, Internecie, w prasie nazwę kobza i kobziarz do dud i dudziarza. Być może tak się stanie za 5-10-15 lat. Istnieje takie pojęcie jak UZUS JĘZYKOWY (jest to błędne stosowanie nazwy danego przedmiotu lub zdarzenia używane przez większość, które z czasem staje się powszechne, a później prawidłowe i obowiązujące). Uzus znaczy powszechny. Skoro wszyscy tak mówią i wszyscy to stosują, to po co to zmieniać? Ale teraz, niech wszyscy robią błąd a my bądźmy mądrzy wiedzą i stosujmy prawidłową nazwę DUDY. A wiedzmy, że kobza to instrument strunowy podobny do lutni lub mandoliny.
Jeszcze jedna ciekawostka. Dudy żywieckie były nadmuchiwane ustami a np. dudy śląskie miały miech i nazywały się gajdy a muzycy to gajdosze. Ta różnica powodowała, że dudziarz żywiecki nie mógł śpiewać, a gajdosz śląski grał, pod pachą naciskał miech i śpiewał. O dudach można pisać prawie w nieskończoność. Można pisać o piszczałkach, miechach, tonacjach, strojeniu, zdobieniu, technice grania i zwyczajach, które towarzyszyły dudziarzom. Dla mnie istotne jest aby wszyscy wiedzieli, że na żywiecczyźnie były DUDY a kobza to instrument strunowy. Kiedyś na pewno będziemy nazywać dudziarzy, kobziarzami, bo ten błąd powielają w telewizji w internecie, w literaturze pisanej i w prasie.
2. Trombity - to instrumenty o długości dochodzącej do 4 metrów. Wszyscy piszą, że służyły do porozumiewania się pomiędzy pasterzami, i że służył do płoszenia dzikich zwierząt jak niedźwiedzie. Tak. Trombita służyła do porozumiewania się miedzy pasterzami ale na duże odległości np. z hali na hale, z gronia na groń i z hali do wioski. Nikt nie chodził z 4 metrową trąbitą po hali, żeby odpędzić niedźwiedzia, czy wilki albo zawiadomić bacę na szałasie, że stado napadli inni juhasi albo dzikie zwierzęta. Wyobraźcie sobie juhasa z 3-4 metrową trombitą idącego ze stadem po hali. A takie rzeczy opowiadają „znawcy" od historii regionu. Jak juhas nie nosił trombity ze sobą a napadł go niedźwiedź to co robił? Lecioł do szałasu po trombitę i wracał do stada aby później rykiem odpędzić niedźwiedzia? Niech się ktoś przebiegnie z 3- 4 metrową trombitą pod górkę na hali, później znajdzie podpórkę do granio i spróbuje zmachany jeszcze w te trombitę zaryczeć. Najczęściej trombita służyła do kontaktu pomiędzy halą a wsią, żeby zawiadomić mieszkańców, którzy oddali owce na wypas, że wszystko jest dobrze. Żeby przyszli odebrać żętyce po wyrobie buncu (sera) i oscypków. Lub zawiadamiali o niebezpieczeństwie. Jak się miało na burze albo zawieruchę, baca wzywał trombitom swoje stada z hali ku szałasie, żeby owce się nie rozproszyły. Rano Baca witoł trombitom dzień. Witoł słońce. A juhasi wieczorem opierali trombity na węgłach (narożach) szałasów i z tęsknoty za dziewczynami, rodzinom, domem (przebywali na halach do 6 miesiecy) grali smętne pieśni, które się niosły po groniach aż do wsi. Do dziś zachowały się nagrania takich melodii w ich oryginalnym wykonaniu. Trombita to instrument muzyczny, który służył do porozumiewania się na duże odległości pomiędzy halami, halą i wsią jak również do grania melodii. Oczywiście, krótka trombita do 1,5 m traktowana była jako róg pasterski i tak samo służyła, ale jej brzmienie było inne niż trombit 3-4 metrowych. Długa trombita jest to instrument tęskniących juhasów.
3. Róg pasterski - To jest instrument, który zabierał ze sobą każdy juhas wychodzący ze stadem na hale. To róg pasterski służył do kontaktu i porozumiewania się juhasów pomiędzy sobą, pomiedzy stadami w obrębie hali. Rykiem rogu powiadamiało się bacę na szałasie o niebezpieczeństwie, dzikim zwierzu i o tym, że stado wraca na szałas.. Mówi się, że 2-3 ryczące rogi potrafiły odpędzić niedźwiedzia lub wilki. Kto słyszał kilka rogów brzmiących razem, jest w stanie w to uwierzyć. Wielkość rogu decyduje o jego sile (głośności) i przeraźliwości dźwięku. Na wielkich halach gdzie juhasi daleko odchodzili od szałasu i jeszcze gdy bali się niedźwiedzi, mieli wielkie rogi pasterskie. Jednak, co jest bardzo ważne - róg pasterski nosiło się na ramieniu i cały czas był „pod ręką". Często widzi się na festiwalach konferansjerów góralskich z rogami pasterskimi. I tu uwaga - jeśli ktoś nosi strój pasterski to musi mieć torbę pasterską i róg pasterski. Mały róg pasterski jest pięknym dopełnieniem stroju. I można zawsze na nim zagrać. Ryczenie nie jest trudne. Bo jak zawiadomić bacę na szałasie, albo innych juhasów, że jest się w niebezpieczeństwie?Ciekawostka o trombitach i rogach jest taka, że największy festiwal gry na tych instrumentach jest w Ciechanowcu na Podlasiu (rejon Białegostoku). Tam też wykonują trombity góralskie. Na festiwalu można usłyszeć jak pięknie grają nawet dzieci, na ligawkach (podlaski odpowiednik naszej trombity o tym samym przeznaczeniu). Kaszubi grają tam na bazunach (trombita do sygnalizacji i porozumiewania sie na morzu). I nasi górale grają tam na trombitach. Można się zauroczyć jak młodzi grają. A może u nas w Górnej Cięcinie zrobić konkurs gry na trombitach, ligawkach, bazunach. W naszym krajobrazie by to pięknie brzmiało. Oni kiedyś zaczynali od 6 uczestników - dziś jest to festiwal ogólnokrajowy i międzynarodowy rozszerzony obecnie o wszystkie instrumenty pasterskie w różnych kategoriach wiekowych. Nagrody są 200-300-500 złotych, dyplomy, statuetki i oczywiście wielka satysfakcja.
W tym wszystkim ważne jest aby wiedzieć, że nie grą na długiej trombicie odganiano niedźwiedzie, a rykiem rogu pasterskiego. Zobaczcie z ciekawości jak szwajcarzy pielęgnują swój narodowy instrument - RÓG ALPEJSKI. Zobaczcie grafiki w gooogle dla tego hasła lub wbijcie ALPHORN (lub hasło "Eliana Burki" przyp. red.) - to jest majstersztyk kultywowania folkloru.
Obiecuję dalszą część. Zostało jeszcze trochę tych instrumentów.
Z pozdrowieniami YETI














Czytaj więcej...