niedziela, 21, czerwiec 2026

Podsumowanie tegorocznej edycji.

 

 

Projekt TATO 2014 to cykl 4 spotkań dla ojców i ich dzieci w górach. Spotkania odbyły się w maju – Cięcina; lipcu – Hala Rycerzowa; wrześniu – Rajcza Nickulina; październiku – Hala Rysianka. Łącznie wzięło w nich udział 12 ojców oraz 14 dzieci w wieku od 4 do 9 lat.

            Celem Projektu TATO jest zwiększenie zainteresowania oraz zaangażowania ojców w proces wychowywania swoich dzieci. W obecnym czasie rola ojca w życiu rodziny podlega ciągłym zmianom. Kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu ojcowie byli często jedynymi żywicielami rodziny i ich obowiązek skupiony był na pracy zarobkowej poza domem. W wielu rodzinach schemat ten został zaburzony, gdyż kobiety bardzo często zmuszone są podejmować pracę, aby wspomóc przychody gospodarstwa rodzinnego, przez co część obowiązków przekazują mężczyznom, którzy nie do końca chcą oraz wiedzą jak się nimi zająć. Przede wszystkim, ojcowie, mieli jednak okazję spotkać się i porozmawiać o swoich dzieciach z innymi ojcami, o ich sposobach radzenia sobie z problemami rodzinnymi.  

 

Spotkanie I

           

            W dniach 10-11 maja odbyło się pierwsze spotkanie Ojców (każdy pisany dużą literą) w ramach naszego projektu. Z powodów zawodowych część uczestników nie miała możliwości wzięcia udziału, dlatego do Domu Wczasów Dziecięcych w Cięcinie, gdzie mieliśmy zamówiony nocleg, przyjechało 6 tatów z dzieciakami – głównie swoimi. Rozpoczęliśmy tuż po obiedzie w piękne sobotnie popołudnie i wyruszyliśmy na górski szlak w kierunku Ficońki. Dla najmłodszych uczestników najważniejszym ekwipunkiem był oczywiście plecak, a właściwie jego zawartość, toteż często dokonywaliśmy postojów celem weryfikacji skarbów przenoszonych na własnym grzbiecie. Dzieciaki szybko zrozumiały, że im mniej mają w plecaku, tym lżej im się będzie wędrowało.

            Po drodze najmłodsi uczestnicy Projektu TATO mogli zobaczyć zakłady Żywca Zdroju, zapoznać się ze znaczeniem i obiegiem wody w przyrodzie czy też po raz pierwszy w życiu „być na szlaku” górskim (w naszym przypadku czerwonym, biegnącym z Hali Rysianka do Węgierskiej Górki przez Abrahamów)

            W miarę szybko dotarliśmy Górskiej Stacji Turystycznej Abrahamów, w której raczyliśmy się zapiekankami i frytkami „domowej roboty”. Słoneczny dzień zachęcił nas do dłuższego odpoczynku na tarasie Stacji, gdzie mogliśmy troszkę opalić nasze blade, po zimie i lichej wiośnie, twarze, a dzieci starały się zaprzyjaźnić z popasającymi owcami, kaczką i kurami z chowu ekologicznego. Następnie cała grupa udała się na pole namiotowe w Cięcinie Górnej, aby rozpalić ogromne ognisko i zagrać mecz w piłkę nożną (derby rodzice v dzieci). Ognisko, jak to ognisko – wiadomo, że kiełbaski – ale najważniejszym elementem było wrzucenie w popiół pięknych, polskich ziemniaczków. Kto to jeszcze pamięta z lat dzieciństwa? W połączeniu z solą i masełkiem to istny poemat wiejskiego smaku, mniam.

            Kiedy słoneczko zaszło nieco za beskidzkie góry i zrobiło się trochę ciemniej, wróciliśmy do Domu Wczasów Dziecięcych. Dzieciaki zmęczone całodziennymi atrakcjami, po szybkim prysznicu, zasnęły w mgnieniu oka, a co wytrwalsi ojcowie, którzy nie zasnęli przy swoich latoroślach, mieli okazję zagrać do późnych godzin nocnych w nieśmiertelny eurobusiness, znaleziony na świetlicy DWD.

            Niedzielny ranek spędziliśmy na wspólnym śniadanku oraz zabawie na placu zabaw, który znajduje się przy Szkole Podstawowej nr 2 im. św. Franciszka z Asyżu w Cięcinie.

           

Spotkanie II

 

Spotkanie rozpoczęło się w sobotę 19 lipca późnym rankiem lub, jak kto woli, wczesnym przedpołudniem w Soblówce, gdzie wyruszyliśmy wspólnie żółtym szlakiem w kierunku Bacówki PTTK na Rycerzowej.

Wracając do naszej wędrówki. Dzieciaki od samego początku marszu bardzo ambitnie narzuciły dość duże tempo. Wraz z upływającym dniem coraz silniej odczuwaliśmy rozgrzane, tego dnia, słońce. Toteż, mniej więcej w połowie szlaku, coraz częściej musieliśmy (ojcowie) odpowiadać naszym pociechom: „już niedługo”, „jeszcze trochę”, nie wezmę Cię na na barana” oraz komentować: „mnie też jest ciężko”, „za chwilę będzie odpoczynek” itepe itede. Niemniej trzeba przyznać, że mali turyści i turystki byli niesamowicie dzielni i wszyscy, o własnych siłach, były w stanie wspiąć się do bacówki we wcale nie najgorszym tempie. Krótko po 13 byliśmy na miejscu, gdzie czekał na nas ciepły posiłek, czyli kotlet schabowy z ziemniakami i surówką. Posileni i napojeni mogliśmy w spokoju rozpakować nasze rzeczy w pokojach i chwilkę odpocząć w cieniu bacówki.

Po poobiedniej sjeście wyruszyliśmy wspólnie na szczyt Wielkiej Rycerzowej, skąd mogliśmy nawet zobaczyć zarys wspaniałych Tatr. Na szczycie każda rodzina otrzymała do wykonania listę zadań do zrobienia przed powrotem do bacówki. Na zwycięzców czekała słodka nagroda. Uczestnicy mieli do wykonania: sfotografować jakieś zwierze, zebrać 10 borówek, wspiąć się na drzewo oraz wykonać z „darów lasu” napis TATO. Zamierzona ogólność w treści sformułowanych zadań sprawiła, iż tatusiowie bardzo twórczo wykonali niektóre zadania. Dzięki temu dzieciaki mogły pobrać nauki sprytu i kreatywności, płynące z doświadczenia swoich przodków.

Po powrocie do bacówki odbył się „mecz na szczycie” w mieszanych składach ojcowie-dzieci. Mieszanych w dosłownym sensie, ponieważ niektóre dzieciaki kilkukrotnie w trakcie meczu zmieniały strony. Dodatkowo zostaliśmy wsparci nowymi, małymi przyjaciółmi (Bartkiem, Szymkiem oraz Tymkiem, których serdecznie pozdrawiamy). Po sportowym szaleństwie przyszedł czas na mniej wykańczające zabawy, np. ciuciubabka. Czas tego dnia płynął niesłychanie szybko i nim się zorientowaliśmy nastał wieczór. Po późnej kolacji trzeba było przygotować się do spania, co nie zawsze przychodzi dzieciom łatwo, tym bardziej w tak pięknych okolicznościach przyrody, gdzie dodatkowym dystraktorem jest spanie na górnym łóżku. Kto w dzieciństwie nie marzył o takim, hm? W końcu, pomimo zapewnień typu: „ja nie będę spał” wszyscy grzecznie zasnęli w swoich łóżkach.

W niedzielę rano około 9.45 po śniadaniu i rozdaniu dyplomów dla wszystkich dzieci ruszyliśmy zielonym szlakiem w kierunku Schroniska PTTK na Przegibku i potem dalej w Rycerki Górnej, gdzie czekały na nas samochody, tzn. mamy w samochodach. Po drodze dzieciaki mogły najeść się borówek, zobaczyć jaszczurki, wygrzewające się na ciepłych kamieniach a nawet spotkać zaskrońca, schowanego za źródełkiem krasnoludka.

 

Spotkanie III

           

            Tym razem spotkaliśmy się w Schronisku Młodzieżowym w Rajczy Nickulinie 20 września. Rozpoczęliśmy od obiadu wczesnym sobotnim popołudniem, po którym wyruszyliśmy na krótką wędrówkę czerwonym szlakiem na Rycerzową. Podczas marszu spotkaliśmy bardzo sympatyczną kozę oraz krowy, co było niezwykle ciekawym doświadczeniem dla naszych dzieciaków, nienawykłych na co dzień do tego typu widoków. Pogoda tego dnia nie była dla nas sprzyjająca i zbierało się na deszcz, dlatego szybkimi krokami wróciliśmy do schroniska, gdzie czekała na nas gra pod nazwą „Challenge”. Jest to gra planszowa, która polega na wykonywaniu różnego typu zadań, w zależności na jakie pole się najedzie swoim pionkiem i jaką kartę wylosuje się do wykonania zadania. Może to być na przykład jak najszybsze wymienienie, jak największej ilości postaci z bajek Disneya lub wykonanie jak największej ilości skłonów w ciągu 30 sekund. Challenge to szalona zabawa dla dużych i małych, która rozwija zarówno sprawność fizyczną, jak i umysłową. Następnie dzieciaki miały możliwość zabawy klockami konstrukcyjnymi różnego typu, zapożyczonych od Niepublicznego Przedszkola „AKUKU” z Węgierskiej Górki. W tym czasie tatusiowie mieli szansę porozmawiać o sprawach dla „dorosłych” i wymienić doświadczeniami i aktualnymi problemami wychowawczymi, z którymi się zmagają. Mimo spędzenia większości dnia w budynku schroniska, nie mogliśmy się nudzić. i szybko nadszedł czas kolacji. Jako że był to czas mistrzostw świata w siatkówce większość ojców była zainteresowana obejrzeniem meczu Polska-Niemcy. Po krótkiej dyskusji zostało postanowione, że wieczór spędzimy przed telewizorem w świetlicy razem z dziećmi, które po części oglądały mecz, a po części dopracowywały swoje klockowe konstrukcje. Po meczu dzieci w mgnieniu oka zasnęły. Wczesnym rankiem, po śniadaniu, miały jeszcze okazję pobiegać i pobawić się na mokrej trawie, gdyż w niedzielę przywitało nas słońce.

 

Spotkanie IV

 

            Ostatnie spotkanie w ramach tegorocznego Projektu TATO odbyło się 11 października w Schronisku PTTK na Hali Rysiance. Jak na październik pogoda dopisała nam na wyraz dobrze i mogliśmy cieszyć się wspaniałymi widokami podczas górskiej wędrówki. Spotkanie rozpoczęło się w Złatnej, skąd czarnym szlakiem wyruszyliśmy do schroniska, do którego doszliśmy w bardzo przyzwoitym czasie 2,5 godziny. Na szczęście mieliśmy zamówiony wcześniej obiad dla całej grupy i nie musieliśmy długo czekać, gdyż schronisko na Rysiance w sobotę było niezwykle oblężone przez turystów. Po obiedzie, podzieleni na grupy, tatusiowe i dzieciaki mieli za zadanie stworzyć latawce. Dzieci głównie zajmowały się rozplątywaniem sznurków i tworzeniem ogonów z bibuły, a tatusiowe zabrali się za wykonywanie szkieletu naszych podniebnych skrzydeł. Trzeba przyznać, że zapomniana nieco sztuka z dzieciństwa sprawiła nie lada wyzwanie i trochę czasu zajęło ich przygotowanie. Gdy już każda grupa skończyła pracę wyruszyliśmy na łąkę, by sprawdzić jej efekty. Okazało się, że wyważenie sznurków, tzw. uzdy, nie jest takie proste i nasze latawce miały niemałe problemy z długim utrzymaniem się w powietrzu (dodatkowo utrudnieniem był dość silny wiatr). Zabawa była jednak przednia i dzieciaki wybiegały się za wszystkie czasy. Następnie wszyscy wyruszyliśmy na poszukiwanie szyszek, by potem ułożyć z nich ogromny napis „Projekt TATO” oraz „Żywiec Zdrój”, jako że ta firma była głównym sponsorem tegorocznej edycji projektu. W blasku zachodzącego słońca wykonaliśmy kilka ujęć i następnie zabraliśmy się za przygotowanie ogniska i pieczenie naszej kolacji, czyli kiełbasek z ogniska (choć część dzieciaków bardziej delektowała się opiekanym chlebem, niż kiełbaską). Najedzeni i ogrzani przez ciepło palonych konarów wróciliśmy do schroniska, gdzie co wytrwalsze dzieciaki rozegrały jeszcze kilka „meczów” w piłkarzyki (tzw. bambuko) a reszta, zmęczona udała się do łóżek. Następnego dnia czekała nas jeszcze wędrówka przez Halę Lipowską i Halę Boraczą do Żabnicy.

Wczesnym, niedzielnym rankiem zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy nasze plecaki i mogliśmy wyruszyć w drogę. Aha, jeszcze tylko rozdanie dyplomów dla dzieci z pieczątką schroniska i w drogę. Tuż obok schroniska wytropiliśmy głuszca, którego większość z nas widziała na żywo po raz pierwszy w życiu. Ostrożnie, żeby go nie spłoszyć, wyruszyliśmy w stronę schroniska na Hali Lipowskiej. Marsz trwał zaledwie 15 minut, więc zatrzymaliśmy się jedynie na chwilę, aby przybić na dyplomach dzieci pieczątki. Przy okazji należy nadmienić, iż projekt przyniósł dodatkowo nieoczekiwany efekt. Otóż kilkoro dzieci, tak bardzo spodobały się góry, że założyły sobie książeczki GOT i namawiają rodziców, aby częściej wyruszać na górskie wędrówki, żeby przy okazji zbierać punkty Górskiej Odznaki Turystycznej.

Wędrując dalej, po około 2 godzinach dotarliśmy do schroniska na Hali Boraczej, gdzie oficjalnie zakończyliśmy tegoroczną edycje Projektu TATO.

Mamy nadzieję, spotkać się w podobnym gronie w przyszłym roku, co wszyscy uczestnicy projektu zgodnie potwierdzili.

Jeszcze raz pragniemy gorąo podziękować firmie ŻYWIEC ZDRÓJ za dofinansowanie PROJEKTU TATO 2014.

Benedykt Biegun

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Kronika Cięciny

 
als logo

ALS Cięcina 2025

 
als logo
 
Akcja Renowacja
  


Nasi partnerzy


 
Arkom logo
rysianka_team
Żywiec Zdrój logo
mcd electronics
Przedszkole AKUKU
mcd electronics
 
Pomoc dla Marcina Walusiaka
Pomoc dla Majki Galica

Facebook

 fb

 
 
Pomoc dla Majki Galica
Pomoc dla Michała Gluzy
 
Pomoc dla Grażyny
Pomoc dla Grażyny Witos-Fabian

Komentarze | Ostatnio dodane

Fotoforum | Ostatnio dodane zdjęcia