- Szczegóły
- Opublikowano: 13 grudzień 2014
Ciekawe dzieje jednego budynku.
W roku 1804 w Cięcinie dzięki staraniom ks. proboszcza Marcelego Stupeckiego wybudowano budynek, w którym mieściły się mieszkania dla ks. wikarego, organisty oraz szkółka parafialna. Budynek przez przeszło półtora wieku nazywano „organistówką". Budynek w swojej długiej historii pełnił różne role. Najdłużej mieszkał w nim organista. W 1897 r. oddano do użytku nowy budynek dla szkoły i z „organistówki" odeszły dzieci. Na początku XX wieku, wielce zasłużony działacz społeczny w Cięcinie, kierownik szkoły pan Błażej Kowicki założył w Cięcinie Kółko Rolnicze, które znalazło dla siebie pierwsze lokum w „organistówce" . W 1904 r. ks. Teofil Pepesch organizuje Towarzystwo Katolickie „Przyjaźn", które też korzystało z pomieszczenia w „organistówce". Towarzystwo to rozpoczęło budowę własnego obiektu, naprzeciw „organistówki". Zamierzenia były duże, ale możliwości mało, dlatego budowany budynek został odsprzedany Kółku Rolniczemu – utrwaliła się dla niego, funkcjonująca do dzisiaj nazwa „kółko rolnicze". Od 1928 r. z pomieszczenia w „organistówce" korzystało Towarzystwo Szkoły Ludowej z czytelnią, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej i od 1935 r. w dwu pomieszczeniach filia szkoły podstawowej, gdyż oddany w 1897 r. budynek szkoły podstawowej stał się za ciasny.
Po II Wojnie Światowej, „organistówka" w dalszym ciągu spełnia wiele funkcji. Mieści się tu w dalszym ciągu filia szkoły podstawowej. Warunki nauki w „organistówce" były uciążliwe, ale nie jest prawdą, że uczyły się tam tylko dzieci z Węgierskiej Górki. W szkole w Cięcinie takiego podziału nie było. W każdej klasie szkoły były dzieci z Górki, niezależnie gdzie ta klasa się uczyła. Swoje pomieszczenie w „organistówce ma KSMM i Żywy Różaniec Dziewcząt. Pomieszczenie na poddaszu, z którego korzystało przed wojną Towarzystwo Szkoły ludowej (po wojnie zostało rozwiązane przez władze) ks. proboszcz Stanisław Makowski użyczył założonej 21 maja 1945 r. 10 Męskiej Drużynie Harcerskiej im. Juliusza Słowackiego na harcówkę. W małym mieszkaniu w tylnej części budynku mieszkała położna pani Gołek. I jeszcze sprawa, jakoś zupełnie zapomniana. W „organistówce" zaraz po wojnie znalazła też miejsce Przemysłowo-Odlewnicza Szkoła Zawodowa. Szkoła rozpoczęła działalność 1 października 1945 r. i przez trzy lata mieściła się w organistówce. Ze względu na rosnące potrzeby szkoły podstawowej, szkołę zawodową przeniesiono do kolonii PKP, a w 1949 r. do własnego budynku. Szkoła ta działała do 1955 r. W oddzielonej od Cięciny Węgierskiej Górce powołano szkołę podstawową, która znalazła miejsce w budynku po szkole zawodowej. Inicjatorami powołania szkoły przemysłowo-odlewniczej byli profesorowie Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie Platon Januszewicz i Kazimierz Gierdziejewski uruchamiający po wojnie produkcję w Odlewni Żeliwa. Zadaniem szkoły było kształcenie kadry dla odbudowującego się zakładu. Szkoła była szkołą resortową Ministerstwa Przemysłu i Handlu przy Odlewni Żeliwa.
Na początku lat pięćdziesiątych, władze zakazały działalności KSMM. Harcerstwo zaczęło być wzorowane na radzieckim Komsomole i przestało być organizacją samodzielną – przeniesiono je do szkół. 10 Męska Drużyna Harcerska się rozwiązała. Gdy jeszcze dzieci z Węgierskiej Górki poszły do swojej szkoły, „organistówka" zupełnie opustoszała i zaczęła popadać w ruinę.
I tak oto budynek wielce zasłużony dla Cięciny, w którym tak wiele się działo, dobiegał swego kresu. W 1957 r. ks. proboszcz Jan Bryndza podpisał w imieniu parafii umowę z Gminną Spółdzielnią „Samopomoc Chłopska" w Cięcinie dotyczącą budynku „organistówki". G.S. zobowiązała się wyremontować budynek z przystosowaniem go do potrzeb biurowych oraz część pomieszczeń przystosować jako mieszkanie dla organisty lub sióstr zakonnych z czterema ubikacjami, a za wkład pracy będzie mógł bezpłatnie korzystać z budynku przez 10 lat. G.S. w ramach remontu nadbudowała piętro, w którym znalazły się pomieszczenia biurowe i z osobnym wejściem pomieszczenia na mieszkanie. Ponieważ koszta takiej przebudowy wzrosły, ks. proboszcz zgodził się na przedłużenie okresu dzierżawy z dziesięciu na 15 lat. W 1960 r. część biurową wykończono i wyposażono tak, że zarząd i pracownicy biurowi już tam pracowali. Część przeznaczoną na mieszkanie, doprowadzono do stanu surowego bez drzwi i podłóg. Do ks. proboszcza dotarły informacje, że G.S. nie ma zamiaru przystosowywać pomieszczeń na mieszkanie, wręcz odwrotnie. Umowa miała być zerwana, a pomieszczenia zajęte dla celów spółdzielni. W tych czasach takie praktyki były na porządku dziennym i nie pomagały nawet sądy, bo Kościół należy zniszczyć. Co zrobić? Ks. proboszcz przedstawił sytuację kilku zaufanym parafianom, w tym znanemu budowniczemu panu Wojciechowi Dyrladze (murarzowi, cieśli i stolarzowi w jednym). Wspólnie zdecydowano, że da się zrobić „tak żeby było dobrze", t.zn mieszkanie przygotować do zamieszkania i go przejąć. Ustalono, że to co będzie robione, to bez wiedzy ks. proboszcza, a więc „samowolka". W razie czegoś, odpowiedzialność mieli wziąć na siebie wykonawcy. Pan Wojciech dobrał do tej pracy dobrych i zaufanych fachowców (było to pięć lub sześć osób) i zaczęły się przygotowania. Pan Wojciech sam wykonał w swoim warsztacie drzwi, przygotował deski na podłogę i legarki pod nią. Inni nazbierali cegły na piec (aby zakupić nowe cegły należało pisać prośbę do władzy przydział ), ramę, blachy i drzwiczki z rozebranego gdzieś pieca, rozpuszczono wapno do bielenia, przygotowano zaprawę z żółtej gliny do budowy pieca, znalazło się używane łóżko z siennikiem, stolik i krzesło, umywalka: podstawa w kształcie większego taboretu z wyciętym otworem na wstawienie miednicy i wiele innych podstawowych rzeczy jakie bywają w mieszkaniach. Nawet używane firanki, które później zawieszono na gwoździach. Deski, legarki pod podłogę i drzwi załadowane na wóz czekały u pana Wojciecha inne w starym pomieszczeniu należącym do Ochotniczej Straży Pożarnej. Późną jesienią 1960 r. gdy dzień jest krótki a zmierzch zapada wcześniej, przystąpiono do pracy. Wszystkie potrzebne materiały znalazły się bardzo szybko na miejscu, pownoszono je do wnętrza (dłuższe przez okno), zasłonięto okna i przystąpiono do pracy. Pracowano przez prawie całą noc nad ranem uprzątnięto pomieszczenie i odpady oraz śmieci, załadowano na pozostawiony od wieczora wóz, po który zjawił się właściciel z koniem. Wczesnym rankiem przyszedł lokator mieszkania i wspólnie z pracującymi w nocy zamocowali na drzwiach wizytówkę: „ks. Tadeusz Leśniak". Nawzajem sobie podziękowali i rozeszli, ks. Tadeusz do swego mieszkania a reszta do domów. Rano przychodzący do pracy pracownicy G.S. z zaskoczeniem oglądali zmiany, można sobie wyobrazić zdumienie, gdy drzwi się otwarły i wyszedł ksiądz, „Szczęść Boże, życzę przyjemnej pracy", zamknął drzwi i udał się do swoich zajęć. Mieszkanie zostało przejęte, zgodnie z umową i zasiedlone przez prawowitego właściciela. Dalsze prace wykończeniowe i umeblowanie mogło się już odbywać w spokoju.
G.S. odmówiła zapłaty za prace wykończeniowe mieszkania. Dzisiaj jeszcze starzy parafianie czasem wspomną o „organistówce", dlatego pragnąłem przypomnieć jej historię. Wiadomości o „organistówce" pochodzą z Kroniki Parafialnej, opowiadań rodzinnych i znajomych, te powojenne są moimi własnymi, gdyż byłem członkiem 10 MDH i KSMM, w ostatnich wydarzeniach sam trochę uczestniczyłem. Mimo wszystko, ponieważ pamięć ludzka jest ułomna, gdyby któryś z szanownych czytelników posiadał jakieś jeszcze inne wiadomości na ten temat, lub stwierdził, że ja się pomyliłem, to bardzo proszę o uzupełnienie lub sprostowanie tej historii.
P.S.
1. Szkoły Zawodowe w większości były szkołami resortowymi. Szkoła Przemysłowo-Odlewnicza w Cięcinie, podlegała Ministerstwu Przemysłu i Handlu i to Ministerstwo wydało zezwolenie na założenie szkoły. Moje wiadomości o szkole odlewniczej uzupełnił, pan Franciszek Stopka, za co serdecznie dziękuję.
2. W Cięcinie po wojnie działała jeszcze jedna szkoła zawodowa. Była to szkoła rolnicza założona przez nauczycielkę Panią Jadwigę Noszkiewicz. Do tej szkoły uczęszczały dziewczęta, a uczono w niej przede wszystkim prowadzenia gospodarstwa domowego.
3. Fotografia starej „organistówki" ze zbiorów pana Karola Suchanka.

Stanisław Ficoń














Czytaj więcej...